Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem
Powiększ: A A A
A A A A A
Biuletyn informacji publicznejGminny ośrodek pomocy społecznejOZERewitalizacja na latastrategiaZajęcia na orlikach - informacjeZwierzaki do adopcjiProfil zaufanyWymień piecPowietrzegospodarka odpadami po nowemuOgłoszenia Wójtaostrzezenia meteoPlan zagospodarowania przestrzennego - interaktywna mapaObrona cywilnae-urzadinteraktywna mapaKarta dużej rodzinyBarszcz SosnowskiegoWolni od azbestu - informacjeLokalna Grupa DziałaniaSolaryGaleria zdjęćJustyna KowalczykStop przemocyMonitoring powietrzaAktywuj e-bokMikroporadywiarygodna firma

Chlipała Tomasz zwany – Bulandą, zmarł. w 1912 roku


Bulanda - jeden z ostatnich baców - magów, kultywujących całą obrzędowość pasterską związaną z przedchrześcijańską „religią przyrody”. Cieszył się sławą czarownika i lekarza. Przez pięćdziesiąt lat pasał luźne stada owiec i bydła na Jaworzynie Kamienickiej.
Tomasz Chlipała pochodził z osiedla Bulandy w Szczawie, w 1853 roku ożenił się w Lubomierzu z Marianną Wojtyczkówną (na osiedlu u Dziedziny). Bulandą nazwali go sąsiedzi z racji pochodzenia z osiedla Bulandy.

Czarów i znachorstwa Bulanda nauczył się w Lewoczy Nie był on pospolitym szarlatanem, czy też naciągaczem, ponieważ jego rady z zakresu weterynarii i medycyny ludowej w wielu wypadkach okazywały się skuteczne; dlatego jego wpływ na ludzi był bardzo duży. Porad udzielał nie tylko w sprawach leczniczych - ponieważ był mądrym i rozważnym bacą udzielał porad sąsiedzkich oraz tych dot. stosunków panujących pośród ludzi. Z datków, które mu znoszono, ufundował dwie kapliczki - jedną w Lubomierzu, a drugą na polanie na Jaworzynie.

Dożył późnego wieku, a gdy zbliżała się śmierć i czuł to po sobie, zaprosił do domu sąsiadów, wyprawił traktament - stypę, a gości obsługiwał samodzielnie. Na koniec uczty wyszedł przed dom i tak przemówił: „Dziokujo ci słonecko, ześ mi świyciło i wom, gwiozdy, tyz dziokujo, tobie, wietrzyku, ześ powiywoł wedle moi potrzeby i tobie rzyko, ześ do mnie sumem godała...” I żegnał się z całym światem, a wróciwszy do izby powiedział do zebranych: „Moi kochani, jo juz odchodzo, bo na mnie cas. Łostojcie z Bogom”.
Po tych słowach odszedł do świetlicy i w nocy umarł. A legendy o jego życiu przetrwały do dziś. Jego największym orędownikiem i piewcą jest gawędziarz z Koniny, Stanisław Kurek, który na temat Bulandy, jego czarów i pozostawionego po lasach bogactwa wie wszystko.

Bibliografia :

Materiały Etnograficzne Sebastian Flizak, Strona WWW wanczyk.d.w.interia.pl