W rytmie wielkopostnej zadumy
Już od progu kościoła widać było, że to dzień wyjątkowy. Zagórzanie ubrali się paradnie, jak przystało na wielkie święto. Były piękne, regionalne stroje - hafty, gorsety, spódnice, serdaki, kapelusze… Wszystko dopięte na ostatni guzik! Nie z obowiązku, nie na pokaz, ale z potrzeby serca. Bo kiedy przychodzi się na taką Mszę, chce się wyglądać godnie i odświętnie – chce się pokazać, że to dla nas ważne. Choć tym razem było kameralnie, atmosfera miała w sobie podniosłość - taką, która rodzi się ze wspólnoty, autentyczności i bliskości.
Szczególnego wymiaru temu przeżyciu dodała rodzinna kapela Nawarki z Kasinki Małej - Zagródca (Stowarzyszenie Zagródczańska Wspólnota Kulturalna "Zagródcanie"). Ich muzyka, grana prosto z serca, stała się nie tylko oprawą liturgii, ale i modlitwą samą w sobie. Dźwięki niosły się spokojnie, wpisując się w wielkopostną zadumę, a jednocześnie przypominając, jak pięknie wiara splata się u nas z kulturą i lokalnym dziedzictwem.
Cieszyła obecność osób, którym naprawdę leży na sercu rozwój regionu i promocja dziedzictwa Górali Zagórzańskich. To ludzie, którzy nie stoją z boku. Są z nami, modlą się razem z nami, rozmawiają, słuchają, działają w lokalnych społecznościach. Swoim udziałem w takich wydarzeniach dają świadectwo, że tradycja nie jest tylko wspomnieniem, ale żywą częścią naszej codzienności. Doskonale w tę aurę wpisał się O. Marek Stachowicz, wikariusz z Parafii w Lubomierzu, dając świadectwo przynależności do tej wspólnoty. Nie sposób nie wspomnieć też o nieustającym wsparciu sołtysa, Józefa Nieckuli, gospodarza wsi położonej malowniczo na styku Beskidu Wyspowego i Gorców. Od lat stoi przy tych inicjatywach, pomaga, wspiera, dopina sprawy organizacyjne, a przede wszystkim jest obecny. Co więcej, w prace społeczne angażuje też swojego syna, Marcina. To ważne, bo takie wydarzenia nie robią się same. Potrzeba ludzi, którym zależy.
Po Eucharystii, jak to już u nas bywa, nikt się nie spieszył do domu. Był czas na rozmowę, uścisk dłoni, wymianę kilku dobrych słów. Tradycyjnie można było też zaopatrzyć się w produkty lokalne wyróżnione Znakiem Promocyjnym Zagórzańskie Dziedziny. I znów było w czym wybierać. Słodko kusiły miody z Pasieki Przygórze nr 248 Józefa Bierowca, pachnące zagórzańską łąką i lasem - takie prawdziwe, górskie, z charakterem. Obok swoje rękodzieło prezentowała Zofia Piętoń - jej misterne koronki od lat zachwycają precyzją i delikatnością. Przygotowała już serwetki do wielkanocnych koszyczków, stroiki świąteczne i bardzo modne zawieszki do torebek. Zaskoczyła i tym razem - przepiękne kapelusiki góralskie przyciągały wzrok i budziły podziw. W każdej z wydzierganych przez nią rzeczy widać pracę rąk i serce włożone w detal.
Zagórzańska Msza św. to nie tylko wspólna modlitwa. To spotkanie ludzi, którzy czują, że łączy ich coś więcej niż miejsce zamieszkania. To wspólnota, która chce pamiętać o swoich korzeniach i jednocześnie patrzeć do przodu. I właśnie w takich chwilach widać wyraźnie, że Zagórzańskie Dziedziny to nie nazwa, ale żywa, codzienna historia pisana przez konkretnych ludzi. Chcecie doświadczyć takich wrażeń? Zapraszamy – kolejna okazja do spotkania z Zagórzanami będzie 29 marca. Wtedy to wspólnie zakończymy zimowy sezon tych regionalnych Eucharystii odprawianych w Lubomierzu. Na lato znowu przeniesiemy się do Kasiny Wielkiej…
Magda Polańska
















































