Podróże kształcą - prawda stara jak świat…
Otóż można! Co więcej, to podróż jednym środkiem transportu, w ciągu trzech fantastycznych godzin, pełnych opowieści i wrażeń przywiezionych prosto z podróży!
Wszystko rozpoczęło się od zaproszenia z krakowskiego Centrum Doradztwa Rolniczego na wyjazd studyjny, który zorganizowano wespół z Warmińsko-Mazurskim ODR. Ekipa specjalistów przygotowała program „Dobre praktyki świadczenia profesjonalnych usług edukacyjnych w gospodarstwie rolnym”, co tak naprawdę oznaczało wizyty w wybranych Zagrodach Edukacyjnych. By poszukać inspiracji, które można wykorzystać w Zagórzańskich Dziedzinach, na wyjazd zdecydowały się Magda Polańska (Gmina Mszana dolna), Lucyna Pazdur (Baza Lubogoszcz) i Agnieszka Józefiak-Lewandowska (Miasto Mszana Dolna). Wyprawa na północ Polski mogła wydawać się podróżą długą i monotonną, gdyby nie towarzystwo naszych sąsiadek, które dołączyły do nas w Warszawie. Wystarczyło kilka chwil, by przeróżne opowieści wiły się jak nić jedwabnika, a wrażenia z wyprawy, czy to kulinarne smaki, czy zakupione przyprawy, okazały się historiami tylko rozbudzającymi naszą wyobraźnię! Trudno nam było wyjść z podziwu dla naszych odważnych globtroterek! Trafiłyśmy bowiem na team, który nie usiedzi w miejscu; plany na kolejne wyprawy już zarezerwowane i to nie byle jakie... Zresztą, nie ma co się dziwić - jak się okazało nasze sympatyczne sąsiadki, to członkinie olszyńskiego PTTK, które w ramach wymiany opowieści zostały zachęcone do odwiedzin Zagórzańskich Dziedzin! Obiecały przyjechać i to nie same! Już nie możemy się doczekać!
W czasie gdy przemierzałyśmy trasę z Krakowa do Olsztyna nasza cała grupa realizowała już pierwszy etap zaplanowanego programu – odwiedzili Zagrodę Edukacyjną „Ziołowy Dzbanek” w Sąpach i wzięli udział w warsztatach przygotowanych tam na miejscu, o intrygującej nazwie „Lalki motanki”. Czas, który miałyśmy do zagospodarowania po przyjeździe, wykorzystałyśmy na krótki spacer po starówce Olsztyna. Wiedzione przeczuciem zawędrowałyśmy nawet na ul…. Orkana! Gdy spotkaliśmy się wieczorem z całą grupą, by bliżej się poznać – z każdego regionu Polski przyjechała bardzo ciekawa reprezentacja - to okazało się, że największe wrażenie wywołał… kierowca naszego „studyjnego” autobusu, Andrzej. Nie mniej jednak, nie ujmując nikomu zdolności, przysłuchiwałyśmy się uważnie każdej z opowieści, gdyż wszyscy, bez wyjątku, opowiadali o swoich zawodach czy działaniach z ogromną pasją i oddaniem. Czy to chodziło o lamy, alpaki, konie czy kozy, nie wspominając o silnej pszczelarskiej reprezentacji, to również była to pasja do ziół, ziaren, lawendy, słoneczników, zdrowia na talerzu, kawy, kozich serów czy serów od Józka spod samiuśkich Tater! Nie zabrakło rzemiosła z pasją! Kłaniamy się nisko, w pas, kowalowi z Jury, czy pasji do wina, choć u Karola dostrzegłyśmy jeszcze większe zdolności do opisywania rzeczywistości… Wszystko co nie zostało wypowiedziane podczas prezentacji wychodziło w rozmowach w trakcie kolejnego dnia. Zaczęliśmy od Mazurskiej Izby Regionalnej w Marcinkowie, gdzie niezwykle ujmująca Jola przygotowała dla nas warsztaty malowania na szkle. Dzielnie próbowaliśmy odwzorować dawne wzory mazurskie zaczerpnięte prosto z piecowych kafli. Podziwialiśmy również bardzo szczegółowo przygotowane i zaaranżowane pomieszczenia, przybliżające kulturę i zwyczaje dawnych mieszkańców Ziemi Mazurskiej. Niezwykła okazała się opowieść o odtworzeniu mazurskich zaślubin – gdzie panna młoda występuje w czarnej sukni, a pan młody w cylindrze – czy o innych stylizowanych sesjach. Można by się tam zasiedzieć…. Niestety czas poganiał nas dalej. Zgodnie z programem wylądowaliśmy w Wawrochach, w Zagrodzie Edukacyjnej „Kamez”, gdzie młodzi właściciele opowiedzieli nam o swoich doświadczeniach w organizacji warsztatów. Te z ubijania masła to jedno, ale poszukiwanie wiewiórki w lesie to drugie, ciekawsze doświadczenie, przeznaczone dla tych, którzy zdecydowali się na przejażdżkę. Przy okazji poznaliśmy niezwykle wytrzymałą rasę krów Limousine, które są bardzo odporne i potrafią przystosować się do różnych warunków.
Ostatni przystanek czekał nas w Rozogach, tuż na granicy z województwem mazowieckim, w Zajeździe Tusinek, który od samego wejścia sprawił, że poczuliśmy się bardzo sielsko i domowo. Oprowadzanie po ogromnym gospodarstwie, funkcjonującym jako rodzinna firma, z częścią hotelową, restauracją i własnym sklepem tylko wzmocniło apetyt na dalsze atrakcje, które wydały się dziwnie znajome, bo pieczenie fafernuchów - tradycyjnych kurpiowskich ciasteczek - od razu przywołało wspomnienie o wizycie „Kurpsie razem” w Zagórzańskich Dziedzinach. Następnie okazało się, że grupa Zespół Pieśni i Tańca „Kurpie” z Rozóg która porwała nas w taneczne obroty bardzo dobrze zna Tomka… Świat jest mały! Nie pozostało nic innego jak zapozować z całą grupą do wspólnego pamiątkowego zdjęcia, a z gospodarzem - seniorem na tle przepięknych kurpiowskich wycinanek, które zdobią ściany Tusinka.
Wszystko co dobre, kiedyś się kończy, tak jak nasza wizyta na Warmii i Mazurach. Ostatnią zagrodą była „Warmińska Pszczoła” w Purdzie. Tam przywitała nas Katarzyna Maziec i od razu zaserwowała niesamowite opowieści z własnych doświadczeń związanych z pszczelą rodziną, która obecnie liczy 300 pni… A wszystko zaczęło się od spaceru do lasu i szukaniu pomysłu na życie na wsi, z dala od korporacji… To tak na wszelki wypadek, gdybyście też trafili na opowieść o długowiekowej historii bartnictwa w okolicy…. Co nas ujęło, to współpraca ludzi działających blisko siebie i wzajemne „polecanie się”. Tak buduje się relacje i zaufanie wśród naszych odbiorców, czego idealnym przykładem jest „Warmińska Pszczoła” i jej kilka sprawdzonych patentów, które oczywiście mamy zamiar wykorzystać u siebie.
Z głowami pełnymi inspiracji wracałyśmy w rodzinne strony, zahaczając po drodze o kolejne produkty lokalne w małym sklepiku na dworcu. Zaopatrzone na podróż wsiadłyśmy do wagonu, a tam okazało się, że jeszcze wisienką na torcie w naszej podróży było poznanie pewnej przeuroczej rodzinki – rezolutnego młodego strażaka i ogromnego kibica jednego z krakowskich klubów, niezwykle utalentowanej fanki koni i jeździectwa oraz ich mamy, sympatycznej Eweliny, która zabrała swoje dzieci w podróż do Krakowa. Czas powrotu minął równie szybko, gdyż na zmianę zasypywaliśmy się przeróżnymi opowieściami i wymienialiśmy informacje i polecajki, bo wiecie, albo się już domyślacie: nie wiadomo kiedy, ale na pewno spotkamy się w Zagórzańskich Dziedzinach…
Agnieszka Józefiak - Lewandowska
Serdeczne podziękowania dla: Moniki Hodór, Marty Dudek, Karoliny Boby, Klaudii Kieljan i Łukasza Pieczyraka!
















































